Niewygodna prawda o trudnych dzieciach

Niewygodna prawda o trudnych dzieciach
Jak poradzić sobie z trudnym dzieckiem? Jeśli zadałeś kiedyś takie pytanie, to z góry skazałeś siebie na niepowodzenie. Szufladkowanie zarówno dzieci, jak i rodziców, jest powierzchowne i zamyka drogi do rozwiązania sedna problemu. 

Na rynku jest wiele książek, kursów i poradników, które mają pomóc rodzicom uporać się z problemami wychowawczymi. Skupiają się głównie na aspektach behawioralnych. Choć stosowanie się do technik w nich zawartych daje pozytywne rezultaty, to warto sobie uświadomić, że są to jedynie środki doraźne, jak aspiryna na ból głowy. Moim celem jest skupienie się na korzeniach problemu, nie skutkach. Jeśli notorycznie boli cię głowa, okej, weź lek, ale przy okazji zastanów się, czy przypadkiem nie jest to wina diety, niewystarczającego nawodnienia organizmu lub, jeśli lubisz teorie spiskowe, sterowania twojego umysłu przez iluminatów poprzez chip w szczepionce na grypę. Nie liczy się to, byś doszedł do sedna problemu od razu. Ważne byś zasiał w swojej głowie ziarnko zwątpienia w to, że problem jest tymczasowy, powierzchowny i da się zwyczajnie „nakleić plaster”, by go rozwiązać. Na krótką metę może to zadziałać, ale warto kopać głębiej i patrzeć szerzej.

Problemy z dzieckiem zazwyczaj chcemy rozwiązywać z pomocą psychologów, szkoleń, dopingiem i pochwałami. To są skuteczne metody, ale wszystko ma dwie strony medalu. Młody człowiek może poczuć się tak, jakby przyklejono mu etykietkę „problematycznego” lub „niewystarczająco dobrego”, co już na starcie tworzy mur między nim a rodzicem. Według mnie taka pomoc jest jak wyrwanie zęba i wstawienie sztucznego. Owszem, w przypadku rozległych zmian jest to jedyna opcja, ale wydaje mi się, że lepiej po prostu myć zęby i nie przesadzać ze słodyczami. Szczególnie, że najczęściej ten nowy „ząb” trwałością i wyglądem przypomina raczej gumę Orbit, aniżeli profesjonalną koronę.

Każdy, kto ma oczy, uszy i przedni płat czołowy, chociaż raz spotkał człowieka narzekającego, nieufnego, wypalonego lub wkładającego ogrom pracy w coś, co nie przynosi mu efektów. A może nawet sami tacy jesteśmy? Nierozumiani i odrealnieni, ciągle zadający sobie pytanie, czy to co robię ma znaczenie? Nierzadko nie widząc żadnego sensu, idziemy przez życie na autopilocie. I chociaż chciałbym ci powiedzieć, że jest magiczny sposób albo tajne lekarstwo, by wszystko stało się lepsze, to nie mogę tego zrobić. Znam natomiast jedną osobę, która jest w stanie pomóc.

„Pamiętaj, że kiedy potrzebujesz pomocnej dłoni – jest ona na końcu twojego ramienia” – Audrey Hepburn

Teraz wyciągnij tę dłoń, weź długopis i kartkę papieru. Na samym początku przyjmij, że dziecko nie stanowi problemu. Problem jest w tobie. Zawsze zaczynaj od siebie, bo branie odpowiedzialności za swoje życie jest jednym z najbardziej wartościowych nawyków, jakie możemy w sobie wyrobić. Zrzucanie odpowiedzialności na sytuację, zbieg okoliczności lub innych ludzi nie daje nic, oprócz uczucia braku kontroli. Nie możesz kontrolować sytuacji ani innych ludzi, możesz jedynie sterować sobą i własnym myśleniem. 

„Kiedy wady innych sprawiają ci przykrość, spójrz na siebie i zastanów się nad twoimi własnymi. Zajmując się nimi zapomnisz o złości i nauczysz się żyć mądrze.” – Marek Aureliusz

Znajdź spokojne, ciche miejsce i zastanów się. W chaosie dnia codziennego zapominamy o tym, by spędzać czas z samym sobą. Nie oglądając telewizję, czytając książkę, grając w szachy czy bijąc konia. Chodzi o czas bez rozpraszaczy, w pełni poświęcony sobie samemu. Zacznij pisać. Odnajdź swoje prawdziwe wartości. Dokop się do nich, zacznij odrzucać wszystkie nałożone na ciebie wymagania i standardy społeczne. Jeśli się boisz, że ktoś to przeczyta, po prostu po wszystkim to spal. Jestem pewny, że nie zapomnisz tego, co napisałeś. Jeśli już raz pozwolimy temu ujrzeć światło dzienne, to zacznie kiełkować i w odpowiednim czasie ostatecznie wyrośnie. Wydaje się proste? Tak, ale ludzie uważają, że ich problemy są tak bardzo skomplikowane, że pomóc może jedynie wyrafinowana metoda, skrojona pod nich przez światowej klasy specjalistów. To dlatego najprostsze rozwiązania są najtrudniejsze. 

No dobrze, ale jaki to ma związek z moim „trudnym dzieckiem”?

Jeśli odnajdziesz swoje prawdziwe wartości i zaczniesz żyć zgodnie z nimi, staniesz się autentyczny i mimowolnie zaakceptujesz to, że wszyscy ludzie są inni i unikalni. Błędem jest, że chcemy zmieniać dziecko, często projektujemy na nie swoje własne oczekiwania i niespełnione marzenia. Kiedy je chwalimy, tak naprawdę chwalimy siebie i karmimy własne ego, jesteśmy dumni przed innymi rodzicami, że nasza pociecha jest taka zdolna. Często porównujemy syna czy córkę do innych, a potem denerwujemy się, że dziecko chce wszystko to, co mają znajomi w szkole, a pałę z klasówki usprawiedliwia tym, że była ciężka i wszyscy dostali złe oceny. I wtedy słyszy tekst „ty nie jesteś wszyscy”. Czy tylko ja widzę w tym absurd?

„To kim jesteś krzyczy tak głośno, że nie słyszę co mówisz.”  Ralph Waldo Emerson

Najlepsze, co możemy zrobić, to pozwolić dzieciom być sobą, będąc sobą. Poznawać i odkrywać je, robiąc to samo wobec siebie. Nie ma nic prostszego i bardziej naturalnego dla ludzi, od życia w zgodzie z własnymi wartościami, a jednocześnie nie ma nic trudniejszego, niż odnalezienie i zaakceptowanie swojej prawdziwej tożsamości. W dzieciach jest ona od samego początku, wystarczy tylko otworzyć oczy, pomóc się jej rozwinąć i zrobić wszystko, by świat jej nie zniszczył.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry